Liderskie wyzwanie młodych przedsiębiorców rodzinnych

Gdy przyglądam się rozwijającemu od 2008 roku ruchowi społecznemu firm rodzinnych, dostrzegam kolejne jego dzieje, jak wykres trzęsienia dna na Pacyfiku. Mnóstwo pików, wybuchów, niezwykłych wydarzeń, wiele inicjatyw i szans zaprawionych emocjami tworzącego się oceanicznego grzbietu. To wyzwanie liderskie na miarę XXI wieku w kontekście kończącej się pewnej epoki. Czy liderzy przebili już powierzchnię wody, czy widać już zaczyny wysp, gotowe stać się miejscem wytchnienia dla społecznego zobojętnienia?

#PROLOG
Jest śliczną kobietą o blond włosach, mamą i właścicielką niewielkiej firmy rodzinnej w  niewielkiej miejscowości. Wspólnie z mężem pracują w trudnej i konkurencyjnej branży, ale która dziś branża nie jest konkurencyjna? Chce i potrafi robić coś więcej, marzy o wykraczaniu poza schematy, stawia sobie każdego dnia pozornie nierealne wyzwania, czasem idzie pod prąd. Sporo w tym naiwności dziecka, ale na koniec dnia jakoś się udaje. Prawdziwie niespokojna dusza, mówią o niej.
 
Gdy usłyszała ponad rok temu hasło firmy rodzinne, ifr, było to dla niej duże zaskoczenie. Uświadomiła sobie, że to co robi ma głębszy sens. Uczucie samotności ustąpiło poczuciu wspólnoty i zrozumienia wyzwań, jakie się nagle pojawiły. Radość połączona z nadzieją.
 
Natychmiast podjęła działania, aby skonsolidować środowisko przedsiębiorców - u siebie w mieście, gminie, powiecie… Nie potrzeba jej wiele, określiła datę, obdzwoniła znajomych z okolicy, wydrukowała i rozesłała zaproszenia, pozyskała sponsora na kanapki i aromatyczną herbatę oraz soki. Salę udostępnił burmistrz. Zwykle ludziom starcza uporu i konsekwencji do zrobienia jednego takiego spotkania, pomysły i energia z czasem się wyczerpują. W tym przypadku stało się odwrotnie. Po trzecim spotkaniu dowiedziała się, że IFR realizuje specjalny podprojekt w ramach projektu Firmy Rodzinne 2, skierowany właśnie do takich osób, jak ona.. Złożyła wniosek do programu szkoleń i mentoringu liderskiego i... odbiła się od ściany!

#KONIEC EPOKI, JAKĄ ZNAMY
Żyjemy w szczególnym czasie, ja to interpretuję jako schyłek epoki, którą znamy. Efektem zmian, które czujemy i dostrzegamy, są konflikty w nas samych a także między nami, co widać na co dzień za oknem, w telewizji, w naszych organizacjach.
 
Dodatkowo formuły działalności wielu organizacji społecznych w ostatnim dwudziestopięcioleciu wyczerpały się, redefinicji wymagają w zasadzie wszystkie najważniejsze pojęcia, stanowiące o wartościach, jakimi się kierujemy. Czy to źle? Myślę, że nie. Zły jest brak kierunku i – wynikające stąd – chwytanie, łapanie, uwodzenie, wykorzystywanie, naginanie tego, co się nadarza. Brak dobrych fundamentów.

#JAK LIDER MOŻE OKREŚLAĆ KIERUNEK?
Być liderem, to wskazywać ścieżkę, własnym przykładem torować nowe drogi, którymi podążą inni. Przede wszystkim jednak lider musi wiedzieć, dokąd ścieżka prowadzi i umieć samemu nią podążać. Poprzez trud wspólnych działań, wykuwanie znaczeń, możemy zbliżać się do celu, obierając właściwy kierunek.
 
Przedsiębiorca to ten typ osobowości, który przedsiębierze swoje życie i nie wyciąga ręki po pomoc, szczególnie finansową. Przedsiębiorczość to ciągłe zmagania z niedoborami kadrowymi i kapitałowymi. Przedsiębiorca ma szczególne poczucie głodu i  potrzebę organicznego oraz trwałego wzrostu. To też hartuje wobec nadarzających się w życiu niespodzianek.
 
Nasza bohaterka, po otrząśnięciu się z zaskakującej dla niej sytuacji, nie dała za wygraną i z wrodzonym sobie uporem włączyła się do projektu liderskiego. To gotowy i sprawdzony format, wspierający młodych liderów, poparty dziesięcioma latami doświadczeń Fundacji Szkoła Liderów, realizującej specjalny program we współpracy z Polsko Amerykańską Fundacją Wolności (PAWF). Właśnie tak rozumiem zasadę partnerstw, jako włączanie organizacji, które czują się najbardziej kompetentne w danych obszarach, i osobiście cieszę się, że IFR zgodziło się wykorzystać ten format. Takich społecznych liderów „wypuszcza” każdego roku regularnie wiele organizacji. Prawdziwą sztuką jest nabycie umiejętności nawiązywania współpracy, realizowanie wspólnych wyższych celów ponad często drobnymi  w swojej istocie różnicami. Najważniejszym wyznacznikiem są tu intencje i szczerość. Poprzez ruch liderski wpływać można zarówno na obszary tak zwanego dobra wspólnego, jak i na politykę lokalną, krajową czy wręcz europejską.

#INICJATYWA FIRM RODZINNYCH
IFR rozpoczęło swoją działalność jako ruch niepokornych aktywistów, ale dość szybko, dzięki wsparciu finansowemu z Unii, stało się instytucją realizującą projekty.

Przy próbie odpowiedzi na pytanie - czym właściwie jest IFR, stajemy czasem przed zaskakującymi wyzwaniami. Wynika to z różnego rozumienia tych samych wydawałoby się słów. Mawia się, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania, i rzeczywiście coś w tym jest. Od 2008 roku IFR jest ciągle w fazie kształtowania własnej osobowości, próbowania czegoś nowego, włączania się w projekty, czasem buntu, często wzniosłych słów i ambicji poszczególnych jej członków.  Boryka się również z obiektywnymi trudnościami – na przykład, zgodnie z  Ustawą o Stowarzyszeniach, zrzeszać mogą się wyłącznie osoby fizyczne, nie firmy. Nie można więc opłacić składki z konta firmowego ani tym bardziej wpisać jej jako koszt uzyskania przychodu. Tłumaczy to popularność w Polsce różnego rodzaju fundacji, jako próby mocowania protezy na brakującej kończynie. Temat trudny, którego nie rozwiązała nawet niedawna nowelizacja o stowarzyszeniach, wnosząca za to wiele innych ważnych nowości.

Młodzi liderzy mówią mi często, jak trudno im współpracować z IFR - nie mają z kim rozmawiać, maile nie dochodzą, telefon nie zawsze trafia tam gdzie trzeba. Czasem czują, jakby odbijali się od ściany. Czy w takim rozumieniu IFR jest liderem środowiska? Kiedyś usłyszałem od mojego mentora – „Sebku, znak drogowy wskazuje drogę, ale nie musi nią podążać”. Czy to pochwała pragmatyzmu czy hipokryzji? Gdzie kończy się a gdzie zaczyna rola lidera? Inspirować i inicjować? Ale czy tylko? Czy warunkiem zrobienia „czegoś” musi być działanie samemu, na własną rękę, w poczuciu samotności i oczekiwaniu na pomoc? Czy lider zawsze musi być sam?

Wejście IFR w regiony jest naturalnym krokiem w rozwoju, to już się dzieje. Nie wystarczy jednak puścić kuli w dół zbocza i patrzeć, co się stanie. Potrzeba aktywnego i jeszcze silniejszego wsparcia wprost z serca instytucji. Liderzy często mówią o poczuciu samotności. Częstym problemem rozproszonych struktur społecznych jest erodująca w szybkim tempie tożsamość i naturalna skłonność do realizowania własnych interesów pod już zbudowaną wspólną marką. Warto sięgać po doświadczenia innych instytucji, także w innych krajach, a kodeksy etyczne, to nie tylko ładna książeczka. Szczególnie „w rodzinie” warto dbać o jasne zasady gry.

#WYZWANIA I MOŻLIWOŚCI DLA IFR
Jak w starym polskim filmie, jest wiele różnych możliwości. Jedną z nich jest tworzenie oddziałów IFR o odrębnej formie prawnej - od niedawna taką możliwość daje zmieniony statut. Prosta sprawa. Można utworzyć rodzaj młodzieżówki, kuźni liderów, centrum inicjatyw liderskich etc. Można utworzyć związek firm rodzinnych - przedsiębiorców-pracodawców, omijając w ten sposób wady rozwiązań stowarzyszania osób fizycznych. Można pójść krok dalej i utworzyć federację stowarzyszeń, aby utworzyć płaszczyznę ponad  podziałami, coś w rodzaju mostu ponad wzburzonymi przez ulewne deszcze strumieniami. Idea warta pokusy, szczególnie w sytuacji, gdy na równoległych firmowo-rodzinnych torach wystartowały duże lokomotywy: Lewiatan, KIG, Pracodawcy RP, ZRP.
 
Do dziś środowisko rodzimych firm rodzinnych nie posiada swojego przedstawiciela przy Sejmie, Senacie, Komisji Europejskiej, nie liczy się w debacie publicznej, w tym politycznej. Właściwie, środowisko firm rodzinnych to pojęcie dość umowne. Pojawiają się oczywiście różne wypowiedzi medialne, raporty, ale stanowią one raczej coś w rodzaju kwiatuszka dla sponsorów, niż głosu środowiska.
 
Patrząc na doświadczenia naszych rodziców, warto zadbać, aby organizacja nie stała się nigdy częścią konkretnego układu politycznego, gdyż stawiając się po jednej ze stron, natychmiast zostaniemy zepchnięci w niebyt przy kolejnych zmianach. To bardzo istotne, aby zachować neutralność. Przedsiębiorczość to pozytywizm, praca u podstaw, bez wspomagaczy, często niełatwa to droga, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Nie chciałbym, aby stała się organizacją ludzi patrzących na siebie z cichą nadzieją, że komuś powinie się noga, oczywiście z późniejszą intencją wyciągnięcia pomocnej ręki. Skończył się czas poklepywania po plecach, chwytliwych haseł na sztandarach i srogich min, nadeszła epoka wyzwań zdefiniowanych na nowo, czas nowej energii!
 
#CO MOŻEMY ZROBIĆ, ABY BYŁO LEPIEJ?
Młodzi przedsiębiorcy-liderzy potrzebują mentorów. Potrzebują osób dojrzałych, doświadczonych, którzy byli obserwatorami zmieniającej się wielokrotnie sytuacji gospodarczej i politycznej. Często zaprawieni w trudnych bojach seniorzy, znający odpowiednich ludzi, mogą być bezcennymi Partnerami. Może to być także nowa forma ich aktywności, dzielenia się swoim bogatym doświadczeniem. Relacja Mistrz i Uczeń, wzajemne podążanie i kontynuacja, jest dla mnie marzeniem życia.
 
25 lat temu pokolenie naszych rodziców ryzykowało znacznie więcej, niż my teraz. To sprawiało, że zmieniali Świat. Dziś warto zastanowić się, co jeszcze ich wtedy motywowało? Mamy dobry czas, aby szukać nowych powodów dla zapalenia dokładnie tego ognia, który zapłonął wtedy.
 
IFR w mojej ocenie powinno inicjować aktywność w regionie, sieciować mistrzów z uczniami, stać się bazą zmiany społecznej i gospodarczej. Rozumiem to również jako forum dialogu z instytucjami reprezentatywnymi wobec innych środowisk, choćby biznesowych, rzemieślniczych, branżowych, politycznych czy publicznych. Każda z tych organizacji posiada swoich liderów, a tylko suma doświadczeń może złożyć się na wymierne działanie w skali społeczeństwa. Lęk przed zmianą nie powinien być barierą przed uruchamianiem tego potencjału, zamiast działać na własną rękę, warto budować razem. Czy jesteś gotowy na włączenie się w nurt tej zmiany?
 
Dziś IFR, po realizacji trzech dużych projektów o wartości ok. 15 mln zł, jest w punkcie wyjścia i powinno wrócić do swoich liderskich korzeni. Zdobycze projektu są bezcennym doświadczeniem, na gruncie którego powinniśmy rozpocząć budowlę, być może skromniejszą w formie zarządczej (obecnie dość umownej, bo choćby bez biura), ale o silnych braterskich fundamentach.

Organizacja nie ma szans na rozwój bez operatywnej centrali - serca pompującego ożywczą krew w struktury lokalne. Wobec obecnego stanu technologii wystarczą dwie-trzy osoby, aby sieciować i inicjować kontakty w całej Polsce. Zarząd  powinien pełnić raczej rolę rady nadzorczej, mniej licznej, ale sprawnej, i decydować o sprawach strategicznych. Społecznie nie da się zrobić więcej niż pozwala na to czas. Kiedy ostatnio miałeś wolną chwilę?
 
Ogień palący się w sercach liderskich to wyjątkowa substancja, chyba jedyna w swoim rodzaju, która powiększa swoją moc przez podział, gdy dzielimy się nim z innymi. Zamykając oczy, zasłaniasz słońce przed sobą, ale czujesz jego ciepło. Ogień jest symbolem mocy, mam tu na myśli jego duchową formę, rodzajem egregora. Czym jest wspólnota, współpraca, czym właściwie patriotyzm i braterstwo? Pytania pozornie banalne, ale stanowić mogą fundament na najbliższe lata.
 
Moc inicjowania i zapalania ognia w liderach powinna być kierowana właśnie do takich osób, jak nasza bohaterka, wspieranie jej w najważniejszych momentach.
 
#EPILOG

Mentorem Beaty Dobrowolskiej, bo to o niej była mowa, zgodził się zostać, jak ja go nazywam, praojciec firm rodzinnych – dr Krzysztof Pawłowski.

To on na początku lat dwutysięcznych zamarzył sobie, że utworzy przy prowadzonej przez siebie uczelni w Nowym Sączu organizację firm rodzinnych.  Dziś tamtej organizacji nie ma, ale na jej fundamentach powstało IFR. Obecnie czekają nas zupełnie nowe wyzwania, których efekty trudno przewidzieć. Nic jednak nie dzieje się samo, potrzeba determinacji i poczucia głodu naszych poprzedników, ale również z aktywnym ich wsparciem. Aby realizować marzenia, trzeba zacząć od zrobienia pierwszego kroku, kolejne przychodzą już znacznie łatwiej. Komu się nie chce znajduje powody, chcący znajduje sposób. A bariery? Stawiamy je sami sobie w naszej własnej głowie.


Beata Dobrowolska - przedsiębiorczyni, właścicielka firmy EBK.

Tekst ukazał się również w grudniowym numerze Relacje 12/2015

 

Zapraszam do przeczytania również

kongres firm rodzinnych ibr polska sebastian margalski adrianna lewandowskaRefleksje o mentoringu firm rodzinnychMarzenia nie tylko dla naiwnych

2017  margalski.pl :: Sebastian Margalski :: subiektywny podgląd codzienności   globbers joomla templates