Coś się skończyło, coś się zaczyna… czyli rzecz o powrotach


Można go nazwać praojcem firm rodzinnych w Polsce, to jego upór i konsekwencja przekonały nieprzekonanych i zapaliły ogień idei wsród tych, którzy go poszukiwali. A nie było prosto, wręcz pod górkę. Stał się zaczynem tego, co dziś wydaje się oczywiste. Jak sam twierdzi, tematem zaczął zajmować się już 10 lat wcześniej, niż się o tym powszechnie sądzi.

Dr Krzysztof Pawłowski, założyciel i rektor Wyższej Szkoły Biznesu – National-Louis University w Nowym Sączu miał przekonanie i marzenie, aby stworzyć coś, co wydawało się tak oczywiste - zbudować środowisko firm rodzinnych. Wyzwanie wydawało się banalne - niemal 2 miliony firm w Polsce o specyficznych wyzwaniach, świetne nazwiska w okolicy, niech choćby co setnego przedsiębiorcę zainteresuje temat, to i tak liczba zrobi się niebagatelna! Jest o co kruszyć kopie.

Naturalnym kierunkiem myślowym Pana Krzysztofa było wykorzystanie doświadczeń podobnej organizacji w Europie - wybór padł na Family Business Network, organizację obecną w 55 krajach na całym Świecie. Pierwsza konferencja, w 2005 roku nie spotkała się ze szczególnym zainteresowaniem rodzimych przedsiębiorców, trudno znaleźć jakikolwiek ślad po niej w przestrzeni internetowej, jak i utworzonej wtedy organizacji. Powstało wszakże FBN Poland, wśród pierwszych założycieli były takie nazwiska, jak Roleski, Florek, Pazgan, Krzanowski… wielkie nazwiska.

Krzysztof Pawłowski i Sebastian Margalski - spotkanie mentoringowe firm rodzinnych w Sądeckim Bartniku - 2012.

Brakowało jednak czegoś, co by sprawiło, że organizacja stanie się ogólnokrajowa. Trudno powiedzieć, czego właściwie. Może splotu szczęścia, nakładów pracy, energii i konkretnych osób. Z własnych doświadczeń w Senacie RP Pan Krzysztof wysnuł wniosek, że kluczem jest tu Warszawa, miasto skupiające także urzędy Centralne i najważniejsze instytucje biznesowe. W tym także właścicielom firm rodzinnych chyba najłatwiej właśnie tam dojechać. Wybór padł więc na Warszawę. Kolejnym wyzwaniem było znalezienie przedsiębiorcy, który potencjalnie mógłby być symbolem przedsiębiorczości rodzinnej, autorytetem i liderem ruchu. Wybór padł na prof. Andrzeja Jacka Blikle, ówczesnego prezesa ponad 140-letniej firmy rodzinnej A.Blikle. Profesor jednak nie wyrażał entuzjazmu tematem. Jak sam później wspominał, nie za bardzo rozumiał, co wspólnego może mieć jego biznes z takim Fakro, czy Roleskim. Przecież to absolutnie różne światy. Drugą konferencję zorganizowano rok później. Profesor jednak odmówił przyjazdu. Ówczesny adiunkt pana Krzysztofa - Jacek Lipiec nie dał jednak za wygraną, wielokrotnymi telefonami spowodował, że profesor wyraził warunkową zgodę, warunkiem było odebranie go z kończącej się w tym samym czasie innej konferencji w Krakowie. Dobrze w takich przypadkach sprawdza się tzw. metoda zdartej płyty i determinacja. Jacek niewiele myśląc zgodził się na warunek profesora i wyruszył w drogę z Nowego Sącza, przywożąc nieco oszołomionego profesora na miejsce.

Tym razem szczęście dopisało Panu Krzysztofowi, gości nie brakowało, dużo szacownych nazwisk i ten szczególny zestaw ludzi, którzy razem stanowią zaczyn ważnych zmian. Trudno mi wskazać czynniki, które stanowiły punkt przełomowy dla idei, która stała się ciałem… nie było mnie wtedy na tej konferencji. Znam ją wyłącznie z opowieści.

To właśnie na tej konferencji zapadła entuzjastyczna decyzja o utworzeniu stowarzyszenia firm rodzinnych, ale stowarzyszenia innego niż wszystkie.

W zamyśle nie miała to być typowa organizacja pracodawców, jakich na rynku było wiele. Miała stać się zaczynem inicjatyw społecznych, łączyć ludzi idei, którzy są zainteresowani wyzwaniami charakterystycznymi dla firm rodzinnych. INICJATYWĄ firm rodzinnych. Wiele się wtedy mówiło o tzw. bąblach zmiany, zaczynach, które zmieniają świat. Wskazywano dwa najważniejsze obszary, które powinny być szczególnie ważne dla wszystkich zainteresowanych przedsiębiorczością rodzinną: dialog międzypokoleniowy i sukcesja. Naukowcy dopiero zaczynali nieśmiało podejmować ten temat, pierwsi studenci robili pierwsze badania. Uczestnicy sądeckiej konferencji zapalili się pomysłem do tego stopnia, że szybko powstał zrąb statutu, zebrano 15 członków założycieli i stowarzyszenie stało się ciałem. Nr Regon i NIP oficjalnie nadany został w marcu 2008 roku, pamiętam jak z wielką dumą wstawiałem jeden z pierwszych wtedy newsów na pachnącej nowością stronie firmyrodzinne.pl. Pamiętam pierwszy zarząd, siedmioosobowy. Dość szybko postawiłem każdemu z nich spiżowy pomnik, punkt odniesienia dla własnych działań i inspiracji.

Wydawało mi się wtedy, że jest ich tak dużo, że każda decyzja zapada tak długo, a ja wszystko chciałbym już teraz, w tej chwili. Na czym polega koncepcja stowarzyszania się? Statystycznie najwięcej stowarzyszeń jest zawiązane w tematach hobbystycznych - wędkarstwo, szachy etc. Dla szybkich decyzji zakłada się własną działalność gospodarczą.

Dziś zastanawiam się, jaką drogę przez te lata przebyło stowarzyszenie, czy to wciąż ruch społeczny, jaki wpływ na istotę organizacji miał choćby obrót w ciągu ostatnich 4 lat niemal 15 milionów złotych? Czego właściwie dorobiło się stowarzyszenie, z czym startuje dziś, czy to właściwie drugi bieg, czy może już trzeci? Co czai się za zakrętem? Jaki jest bilans ostatnich 7 lat?

Ot pytania na przełomie ćwierćwiecza wolnej Polski. Brzmi bardzo górnolotnie, ale mocno utożsamiam się z tą tezą. Szczególnie, gdy lekko niedomknięte drzwi ponownie się uchylają. Czy to przeznaczenie, czy przekleństwo? Czasem im bardziej chce się od czegoś uciec, tym bardziej nas to coś goni. Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

Obserwuję wiele ciekawych oddnolnych inicjatyw, bardzo kibicuję działaniom tzw. liderów lokalnych, próbujących przebić cegły ludzkiej niechęci i podejrzliwości, idąc niejako śladami dr Pawłowskiego.

Wejście w nurt rzeki wymaga odwagi, ale też i poszukiwania fundamentalnych pytań, zredefiniowania podstawowych i oczywistych wydawałoby się pojęć. Czym jest patriotyzm, przedsiębiorczość, ruch społeczny? Pytania patetyczne, myślę, że mogą się stać zaskakująco trudne dla wielu organizacji. Każda ma własny kod wartości, szczególnym wyzwaniem będzie zrobienie pierwszego kroku, aby go odkodować. Dożyliśmy momentu historycznie przełomowego, ale czy odrobiliśmy właściwie lekcję ostatnich szczególnie lat, aby myśleć o wejściu w nowe? Gdzie właściwie podążamy i czy znamy odpowiedź: po co?

Firmy Rodzinne sukcesja otwieranie ponownie drzwi

Mawia się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody. Czy autor przestrzegał wtedy przed powtarzaniem tych samych czynności, gdy chce się sięgać po nowe? Nurt rzeki w każdej kolejnej chwili jest inny, nigdy nie jest taki sam, jak był wcześniej. Ponoć, tak jak było, już nigdy nie będzie. Brzegi rzeki noszą znamiona niedawnych potopów, jak blizny na twarzy gołym okiem widać ślady po zalanych niedawno domach i zerwanych mostach. Czy zmarszczki na twarzy i siwe włosy stanowią o piętnie dawnych wydarzeń, czy raczej szlachetności doświadczeń i same w sobie niosą wartość? Czy to wystarczy, aby zawyrokować, czy to jest dobre, czy złe? Czym właściwie jest dobro, czy tylko brakiem zła?

Gdy przypominam sobie te pionierskie czasy ruchu firm rodzinnych, z trudnością dostrzegam w dniu dzisiejszym tamtego ducha. Zapewne to konsekwencja wielu czynników, rozwoju, intencji ludzi, okoliczności otoczenia. Jedną z możliwości rozwoju jest profesjonalizacja organizacji. Ale czy taka organizacja nie zabija ducha społecznego? Pytanie niełatwe, zwłaszcza wśród liderów organizacji dobroczynnych.

Dziś na rynku działa z różnych skutkiem wiele organizacji zajmujących się bezpośrednio, bądź pośrednio przedsiębiorczością rodzinną. Powstały fundacje, instytuty, w tym wysoko ceniony przeze mnie IBR, tematem interesują się duzi gracze - Krajowa Izba Gospodarcza, PKPP Lewiatan, Związek Rzemiosła Polskiego, Pracodawcy RP. Każdy chciałby być tym wyjątkowym i koniecznie nad pozostałymi. W strukturze IFR powstał nawet specjalny nad zarząd, który w sytuacjach ważnych może podejmować samodzielne decyzje wobec klasycznego zarządu, który to nadzoruje resztę stowarzyszenia.

Próbuję zrozumieć różne zdarzenia i procesy zadaję sobie mnóstwo pytań. Jedną z ich konsekwencji jest powstanie tego dość specyficznego „prawie bloga”

Zadając kiedyś głośno jedno z takich pytań usłyszałem spiżowo: „znak drogowy wskazuje drogę, ale sam nią nie podąża”… Ja interpretuję to niestety jak pochwałę hiprokryzji. Ale może nadal w mojej krwi buzuje jeszcze młodzieńcza zbuntowana krew? Ale czy nr pesel ma tu jakiś szczególny związek?

Krzysztof Pawłowski i Sebastian Margalski

Ciekaw jestem, jak Pan Krzysztof wyobrażał sobie wtedy ruch firm rodzinnych za 10 lat. Wszak jest wielokrotnie nagradzanym strategiem i wizjonerem biznesu. Mniej więcej w centrum Europy rodzą się co dzień nowe wyzwania… również te na kolejne dwudziestopięciolecie. Dużo łatwiej wychodzi nam dzielenie niż mnożenie, stąd właśnie tłumaczę sobie tak dużą dysproporcję w Polsce mikro i małych organizacji nad dużymi. Czy i na ile mają na to wpływ głosy naszych przodków? Na ile sami potrafimy kreować przyszłość, przez stawianie budowli ludzkiej pamięci? Mentor nadal pilnie poszukiwany!

Sebastian Margalski - firmy rodzinne

 

Sebastian Margalski
październik 2015

 

Zapraszam do przeczytania również

Pamięć pokoleniowa, czyli Mniej więcej w centrum Europy, czyli mentor pilnie poszukiwany!kongres firm rodzinnych ibr polska sebastian margalski adrianna lewandowskaRefleksje o mentoringu firm rodzinnychMarzenia nie tylko dla naiwnych Słodkie owoce mrówczej pracy

2017  margalski.pl :: Sebastian Margalski :: subiektywny podgląd codzienności   globbers joomla templates