Elektryczny odjazd

Pojawiły się na ulicach Warszawy dokładnie trzy lata temu… najpierw dość nieśmiało, na próbę… pierwsze pięć modeli samochodów elektrycznych… Hyundai, Renault, BMW… Przeprowadzono badanie rynku, protnotypowano… wszystko tak, jak fachowcy od rynkologii piszą w swoich książkach.

W rankingu pierwszych testerów oraz analityków wygrało wtedy bardzo żwawe bawarskie i3.

Zrzut ekranu - informacja o pojawieniu się nowej usługi car sharingu w Warszawie

Recenzje użytkowników były na tyle entuzjastyczne, że zdecydowali się wejść z przytupem. Niedługo później ulice zapełniły się biało-zielonymi beemkami. Dołączyły do nich mocniejsze czarno-bordowe i3s. Rynek car-sharingu zyskał wtedy mocno elektryzującą twarz.

Jak każda nowość, auta wzbudzały skrajne emocje, od entuzjazmu po złość, choćby z powodu konkurencji do miejsc parkingowych w centrum, czy na osiedlach. Niektóre z aut przejawiały też niezdrową fascynację do przystanków autobusowych, czy krawężników. Złośliwe. Dawały jednak też mnóstwo frajdy z jeżdżenia super sprawnym i cichutkim pojazdem… także po bus-pasach.

W międzyczasie w mediach pojawiły się doniesienia o upadku paryskiego Autolib… a trochę później z użytkownikami pożegnali się pionierzy rynku - wrocławska Vozilla. Mawia się, że marzenia przenoszą góry… chyba nie tym razem.

Kiedyś usłyszałem, że kryzys czyści firmy z niepotrzebnych kosztów, a rynek z niepotrzebnych usług. Pandemia wywróciła reguły rynkowe do góry nogami, zatrzymała nas w domach. Tyle, że trudności elektrycznego car-sharingu zaczęły się wcześniej od Covid-19.

Auta elektryczne wydają się, jak spełnienie marzeń o trochę lepszym świecie… szybkie, ciche i nie kopcące z rury wydechowej… Kolejne generacje baterii zdają się nie rozwiązywać jednak podstawowego problemu - cena versus zasięg oraz zdecydowane trudności w ich utylizacji… Okazuje się, że nawet będąc operatorem energetycznym, trudno wyjść na zero. O zarobku można pomarzyć.

Rodzi się pytanie - dokąd zmierza polski car sharing? Czy wsparcie samorządowe i centralne staje się tu warunkiem dla utrzymania rynku car-sharing in statu nascendi? Niby pojawiają się pierwsze legislacyjne debaty... niby.

Pamiętam, wiele lat temu, tuż po studiach, nie posiadając jeszcze własnego samochodu potrzebowałem pojechać poza miasto na rodzinny pogrzeb. Żaden autobus, pociąg tam nie dojeżdżał, a o pożyczeniu auta od rodziny nie było mowy. Alternatywą była klasyczna wypożyczalnia aut… 1.000 zł kaucji było wtedy kwotą zaporową… to niesamowite, jak bardzo pod tym względem zmienił się nasz technologiczny świat.

innogy koniec 02 2021 1

Śledząc doniesienia naukowe, trudno dostrzec entuzjastyczne odkrycia nowych technologii bateryjnych. Wodorowe ogniwa paliwowe też wydają się wciąż bardziej „science freak” niż realnym spełnianiem potrzeb przemieszczania się z punktu A do B.

Decyzja o wyjściu Innogy Go z usługi car-sharingu (mimo iż się o tym od jakiegoś czasu mówiło) będzie zapewne trudnym doświadczeniem dla młodego jeszcze rynku wynajmu spontanicznego aut. Kolejni marzyciele pokazują, że biznes oparty na samochodach elektrycznych nie ma szans na uzyskanie jakiegokolwiek dodatniego ROI.

Czy samochody elektryczne nam się wszystkim przyśniły? Czy to w nich tkwi nadzieja ale i fundamentalny problem? A może to nie w elektrykach a jeszcze w nie dość zbudowanym rynku aut na minuty tkwi tłusty diabeł? Ciekawe debaty przed nami. Ja lecę po paczkę popcornu… autem na minuty ;)

PS. Wszystko wskazuje na to, że niedługo będzie można kupić używane i3 w bardzo okazyjnej cenie ;)

 

Back to Top