Improwizacje w przestrzeni prywatnej - Alina Mleczko

Wieczór niecodzienności. Nieoczywiste miejsce, ściana z surowej dawno temu wypalanej cegły, szorstka w dotyku, przywołująca w myślach obrazy stojących kilkadziesiąt lat temu w tym miejscu pieców odlewniczych. Sam budynek schowany wstydliwie od ulicy, w drugim rzędzie, jakby specjalnie ukryty przed wzrokiem przechodniów. Wystaje tylko komin. Stojący w rogu żeliwny piec, skrzące się języki ognia, wypełniające przestrzeń uwodzicielskim ciepłem, niewiele więcej, ale dla mnie wystarczająco, aby tak sobie wyobrazić intymną przestrzeń z charakterem.

Możliwość obserwowania, bycia świadkiem elektryzującego procesu twórczego, gdy dźwięki tworzą muzykę w tym konkretnym momencie i w ten właściwy i unikalny sposób, ani wcześniej, ani później. Tego wieczoru muzyka przyniosła zaskakujące inspiracje, tylko pozornie odległe od samej muzyki.

Dwie piękne kobiety, Alina Mleczko - saksofonistka, laureatka wielu prestiżowych nagród, solistka i autorka pięciu wybitnych albumów muzycznych oraz Hanna Kulenty Majoor - wybitna kompozytorka, mieszkająca gdzieś na granicy między Holandią a Polską.

Hanna Kulenty Majoor

Twórczy wieczór z muzyką, to dla Pań pierwszy wspólny koncert z improwizacjami, ale wiele w tym wieczorze wydarzeń było po raz pierwszy… dla mnie szczególnie.

Rozmowa o istocie tworzenia, kreowania, wrażliwości stały się punktem startowym dla niecodziennych inspiracji. Już zdążyłem się przyzwyczaić, że czasem pozornie zwykłe rozmowy mogą przynieść iluminację w zaskakujących obszarach… pod warunkiem otwarcia się na możliwość jej pojawienia. Nadal mnie to zaskakuje, ale jednocześnie fascynuje i sprawia, że chyba zaczynam sam prowokować ich powstawanie.

W ubiegłym roku przeżyłem niezwykłą przygodę warsztatu z prof. Piotrem Suttem. Stał się punktem odniesienia, jednym z tych wydarzeń, które spotykają nas w życiu, po którym na te same zjawiska i wydarzenia spoglądamy w zupełnie nowy sposób.

To był taki mentalny wyłom w przekonaniach, nastąpił dość gwałtownie, jak jabłko spadające na głowę sir Isaaka Newtona… zresztą ponoć historia z jabłkiem została zmyślona, przez samego autora, poza tym do dziś nie do końca wiadomo, czy był on pierwszym naukowcem epoki Oświecenia, czy ostatnim z magików, praktykujących średniowieczną alchemię. Profesor Sutt jest dyrygentem, wirtuozem perkusji… ale szkoli również przedsiębiorców. Podczas pamiętnego warsztatu opowiadał, jak muzycy komunikują się ze sobą, jak komunikuje się dyrygent z orkiestrą i w jaki sposób może stać się świetną analogią do świata biznesu. Podejmowanie decyzji dokładnie w tym, konkretnym momencie, umiejętność skutecznego prowadzenia grupy solistów, często silnych ale i wrażliwych osobowości. Jak sprawić, aby grupa zagrała w sposób doskonały? Niezwykłe przeżycie, które stało się początkiem kolejnych refleksji… a te przyszły właśnie w pamiętny wieczór z dźwiękami przestrzeni prywatnej, ten wieczór przyniósł dopełnienie w powstałym podczas warsztatu wyłomie.

Słuchając i obserwując grające Alinę i Hanię wyobraziłem sobie, jakie cechy procesu twórczego muzyków mogłyby zainspirować nas, wykonujących swój zawód, parających się biznesem, pracujących dla kogoś, aby poczuć tą wizję i moc do realizacji swoich marzeń i podążania drogą do spełnienia. Mam tu na myśli muzyków, którzy tworzą, a nie tylko odtwarzają, tych którzy nie boją się improwizować, są mistrzami w swoim fachu. Odwaga? Marzenia? Upartość?

Muzyk swoje rzemiosło praktykuje setkami godzin żmudnych prób. Powtarzane w kółko gamy i wprawki sprawiają, że mięśnie zaczynają reagować instynktownie, podświadomie wiedzą co i w jaki sposób mają robić, gdzie szukać właściwego dźwięku. Można to nazwać upartością ale i konsekwencją. Wartą naśladowania.

Alina Mleczka

Ponoć wszystko w naszym życiu, to co nam się wydarza, czego doświadczamy potrzebuje tego właściwego czasu. Jeśli wydarzy się zbyt wcześnie, przegapiamy je, czasem nie doceniamy, po prostu nie jesteśmy na nie gotowi. Jeśli zaś zdarzają się nam zbyt późno, czujemy się sfrustrowani, rozczarowani. Mówi się również, że wszystkie wydarzenia są po coś, mają swój cel, mają sprawić, że doświadczamy siebie, szlachetniejemy i dojrzewamy. Ponoć.

Czy muzyka nie jest kwintesencją tego, co chcę wyrazić? W muzyce każdy dźwięk musi idealnie pasować do kolejnego, aby tworzyć dźwięczną melodię. Jak w życiu. Każde, nawet najdrobniejsze rozejście w czasie i wysokości barwy sprawi, że usłyszymy fałsz. Trudno to ukryć, można oczywiście próbować go maskować. Współczesna technologia pozwala na takie manipulacje nawet w czasie rzeczywistym, wręcz o cały ton w górę czy w dół. To jednak sztuczna ingerencja i trudno mi to nazwać sztuką. To tak, jakby robić zdjęcie byle jak z założeniem, że przecież i tak możemy je poprawić w photoshopie.

Dzięki współczesnej technologii niemal każdy muzyk może metodą prób i błędów stworzyć nagranie, technicznie bez zarzutów. Ale tylko mistrz może wejść do sali nagrań, zagrać koncert i wyjść, a to co po nim zostanie, będzie miało charakter i osobowość. To unikalna cecha mistrzów, ale inaczej nie nazywalibyśmy ich tak.

Słuchając muzyki, dziś coraz trudniej określić, kto jest autorem danego wykonania, wszystkie brzmią niemal perfekcyjnie i zaskakująco do siebie podobnie. Brakuje coraz częściej wyrazistości, być może pewnej surowości, ale podszytej określonym charakterem wirtuozerii. W fotografii zauważam na przykład powrót zainteresowania fotografią analogową, czyżby technologia sama w sobie mogłaby być fałszywym prorokiem?

Mistrz i uczeń, pokora i pracowitość, godziny, setki godzin wyczerpujących prób, najpierw gam, wprawek, mnóstwo porażek, czasem eksperymentów, frustracji, ale i wybuchów radości oraz satysfakcji. Potrzeba do tego zapewne wrażliwości artysty, niezwykłego uporu, pewności w siebie, że się uda. Wrażliwość można w sobie rozbudzać, otwierając się na to, co nowe, a co z uporem? Stając się mistrzem można rozpocząć drogę ku wirtuozerii, przełamywać schematy, bawić się interpretacjami oraz improwizacjami. To jeszcze wyższa szkoła jazdy.

Zacząłem sobie wyobrażać, co może sprawiać, że nagle zaczynamy wierzyć w to, co tworzymy. Że stajemy się przekonani do tego, że to co stworzyliśmy jest warte walki o to. Czy znasz to uczucie, gdy jesteś w pełni przekonany co do słuszności swojej wizji? Tak jak nowo skomponowany utwór, nie do końca możesz przewidzieć, czy stanie się przebojem, ale upór, konsekwencja, nieustające twórcze napięcie, to ciągłe pragnienie tworzenia, umiejętność malowania emocji. To wszystko cechy co najmniej pożądane.

Wieczór z dźwiękami pianina Hani i saksofonu Aliny, dźwiękami, które z jednej strony zostały już kiedyś wymyślone, ale jednocześnie zostały przeplecione tonami tworzonymi w tej jednej chwili, wprawione w ruch przez wirtuozki muzyki dały mi dużo do myślenia. Wieczór improwizacji nie zakończył się w sposób oczywisty, był to w pewnej części koncert tylko dla mnie, także punktem odniesienia do kolejnych rozmów… to więcej niż mogłem oczekiwać od tego wieczoru, ale i oczekuję od następnych.

Galeria zdjęć - link

Zapraszam do Mistycznej Podróży do Świątyni Kumbum z Aliną Mleczko

2017  margalski.pl :: Sebastian Margalski :: subiektywny podgląd codzienności   globbers joomla templates