W nieco innym blasku światła

Latarnie gazowe, to relikt przeszłości. Gdyby nie pasja i marzenia ludzkie, dawno zostałyby już wyparte, przez bardziej praktyczne, prostsze w obsłudze lampy elektryczne. Do ich obsługi potrzeba osoby, która codziennie, bez względu na śnieg, deszcz, czy słotę, a nawet święto, czy chorobę, tuż przed zmierzchem musi je rozświetlić i tuż przed świtem przygasić.

W tym przypadku nie ma znaczenia, że może się nie chcieć, po prostu trzeba to zrobić i tyle. Technologia XIX wieczna, taniej by było postawić elektryczne, pewnie nawet LEDowe. Coś jednak sprawia, że na każdorazowy pomysł władz dzielnicy o modernizacji tego, wydawałoby się mało znaczącego elementu technicznego uzbrojenia ulicy, wywołuje u mieszkańców bunt i braterską obronę. Co sprawia, że spacer uliczką oświetloną światłem z gazowych latarń, wśród zapachu kwitnącego bzu jest innym spacerem, od tego kilka przecznic dalej? Co sprawia, że pary zakochanych, wybrały właśnie te ciche willowe uliczki, na miejsce swoich emocjonalnych wędrówek?

Przyznaję, że żadne zdjęcia, której do tej pory widziałem, nie oddają w pełni uroku, który można poczuć na żywo. Czy takie światło można by przyrównać do dźwięków z płyty gramofonowej? Może nie tak analityczne, nie tak praktyczne i być może nawet ekonomiczne, ale posiadające swoistą duszę i głębię? Bardzo trudne do określenia cechy. Światło płomienia stanowi bowiem symbol niematerialności, ducha, natchnienie, intuicję.

Ludzie od czasów prehistorycznych wierzyli w magiczną moc światła, walczyli o jego utrzymanie. To właśnie światło symbolizuje ducha, życie i mądrość. Ulice z gazowymi latarniami mają swój wyjątkowy urok, czy wręcz magię. Wprowadzają poczucie ciepła i spokoju.

Krótki spacer uzmysłowił mi, o co chodzi mieszkańcom, dlaczego tak uparcie bronią tego reliktu przeszłości. Można powiedzieć, że takie latarnie mogą się stać symbolem romantyzmu, miłości, ale także swoistej aury tajemniczości, czy wręcz pomostem między życiem codziennym a marzeniami. Ciepło światła wynikające z płomienia ma w sobie niezwykle bogatą symbolikę i podświadomie budzi w nas poczucie bezpieczeństwa. Bez trudu można wskazać bardziej optymalne finansowo rozwiązania, ale czy nie warto marzyć? O ulicy Płatniczej i Cegłowskiej dowiedziałem się przypadkiem, całkiem niedawno. Czy aby to na pewno przypadek?


link do galerii zdjęć

Post scriptum z dn. 5.12.2015 - W końcu, po wielu próbach przyłapania latarnika na gorącym uczynku, czyli próbie zobaczenia na żywo rozświetlania latarni, w końcu mi się udało. W innej części miasta - na warszawskiej Agrykoli, czyli terenie Łazienek Królewskich udało mi się na żywo zobaczyć, jak wygląda owo rozpalanie światła. Przyznaję, że dokładnie tak to sobie wyobrażałem.

PS.2 Zdjęcia obarczone są sporymi błędami optycznymi, co moim zdaniem ma swój urok. Są drobnym eksperymentem, połączenia starego obiektywu od rosyjskiego Zenita (Heliosa 2/58 o wartości ok. 20-30zł;) ze współczesnym aparatem cyfrowym. Obiektyw pozbawiony jest chyba wszelkich powłok antyrefleksyjnych, ale nigdy nie mówiłem, że tak do końca jestem normalny;)

 

Ciekawe źródła:

2017  margalski.pl :: Sebastian Margalski :: subiektywny podgląd codzienności   globbers joomla templates