u-Rodzinowy bilans A.D. 2013

Z prawdziwą dumą patrzę na rozkwitający z roku na rok nasz firmoworodzinny ruch społeczny. Tak to chyba można już nazwać. Jubileuszowy piąty zjazd już za nami, wykorzystam więc tą okazję do mini podsumowania tego, co się wydarzyło w ostatnich u-rodzinowych latach. Zaczynaliśmy dość niepewnie, w listopadzie 2008 roku. Minął wtedy niecały rok od powstania stowarzyszenia, dokładniej 8 miesięcy. Niektóre dzieci uczą się wtedy stawiać dopiero pierwsze kroki. My zaczęliśmy od górnego C z siłą około 50 uczestników. Ostatni krakowski zjazd to już około 250 pewnych swojej siły przedstawicieli rodzinnych i rodzimych biznesów.

Przyrost bardzo równomierny i obiecujący a siła głosu środowiska postępująca wprost geometrycznie. W roku 2013 giełda głosów przeważa za Wrocławiem, to bardzo inspirujące do dużych przedsięwzięć miejsce. Zobaczymy.

U-Rodziny, to nazwa wymyślona bodajże w wakacje, zawiera w sobie sprytną grę słów, bo i zjazdy nie należą do typowych. U-Rodziny to w zamyśle czas świętowania (wszak to kolejne urodziny stowarzyszenia), ale także okazja do zdobycia wiedzy, wypracowania i wygłoszenia wspólnych oczekiwań i postulatów. Najważniejsze jednak, to budowanie relacji, poznawanie siebie, wzmacnianie własnym i innych doświadczeniem.

U-Rodziny to trochę ponad 620 uczestników podczas pięciu zjazdów, to trzy miejsca: Kędzierzyn-Koźle, Prusim i Kraków. To pięć uroczystych tortów, setki uroczystych deklaracji, setki litrów wypitego wina i szampana, ponad dwa tygodnie wypełnionych szczelnie od rana do wieczora atrakcji.

Wśród uczestników: przedstawiciele świata wielkiej polityki, nauki, eksperci, doradcy, ale przede wszystkim przedstawiciele firm rodzinnych – zarówno  największych rodzinnych biznesów (Solaris, Fakro, Konspol), ale również młodzi ludzie z pomysłem, u progu własnej przedsiębiorczości. To przedstawiciele różnych pokoleń: seniorów, twórców czy jak się czasem ich nazywa pokolenia karczującego las. Ale także w dużej sile przedstawiciele młodszego pokolenia (także takiego jeszcze bez prawa głosu, a raczej ten głos uczącego się wydobywać).

Wszyscy ze wspólnym celem – integracji, wymiany pomysłów i relacji a przede wszystkim chęcią zmiany rzeczywistości. To co mnie najbardziej cieszy i buduje, chęcią zmiany na pozytywnych przykładach, pozytywnych wzorcach, którymi warto się kierować w życiu. To właśnie podczas u-Rodzin, gdy pytałem młodych ludzi o powód przyjazdu spotkałem się z motywem inspiracji, pytaniami jak postępować w życiu, czym się kierować.

Pierwszy zjazd w 2008 roku odbył się pod hasłem: edukacja – relacja – zmiana. Głównym celem było wytyczenie kierunków i programu działania na lata 2009-2012 oraz rozpoczęcie integracji środowiska firm rodzinnych. Dzięki prawdziwie rodzinnej atmosferze udało się stworzyć poczucie wspólnoty i przygotować program pracy na przyszłość.

Kolejny w 2009 pod patronatem honorowym Ministra Gospodarki odbył się  pod hasłem "Rozwój w kryzysie". Głównym celem zjazdu było wytyczenie kierunków i programu działania na najbliższy rok oraz integracja środowiska firm rodzinnych w Polsce. To podczas tego zjazdu zaprezentowaliśmy uczestnikom pierwszy zarys budowanego wtedy w partnerstwie z PARP projektu Firmy Rodzinne.  Była transmisja na żywo w TVN CNBC, było mnóstwo pytań ale i padło mnóstwo pomysłów i planów na przyszłość.

W 2010 roku wybraliśmy dość wieloznaczne hasło “Etyka w kryzysie”, mówiliśmy wiele zarówno o widocznym na świecie kryzysie wartości — który doprowadził do kryzysu gospodarczego — jak i o wadze etyki, wadze etycznych zachowań przedsiębiorców i firm, w obliczu tego kryzysu. To wtedy wśród panelistów gościliśmy prof. Dorotę Simonides i Stanisława Jałowieckiego, debatowaliśmy o znaczeniu edukacji z Janem Olbrychtem. Wiele mówiliśmy o tradycjach rodzinnych i odpowiedzialności za przyszłość. Wtedy też przekroczyliśmy magiczną liczbę setki uczestników, wtedy też Hotel Centralny w Kędzierzynie Koźlu osiągnął maksimum swoich możliwości. Jak na tak dynamicznie rosnące środowisko konieczne stało się znalezienie innej lokalizacji.

2011 rok to zupełnie nowe miejsce, Olandia w Prusimiu należący do rodziny Państwa Makiewiczów. Prawdziwie rodzinny biznes. To wtedy też na naszych oczach ziściło się powiedzenie, że na firmach rodzinnych można polegać, gdy budujący się jeszcze miesiąc przed folwark przywitał nas w godzinie zero w pełni gotowy do uroczystego świętowania. To prawdziwe Mission Impossible w polskim wykonaniu.

Z rodzinnymi spotkaliśmy się pod hasłem „Dla dobra wspólnego”. To chyba jeden z najbardziej uroczystych z dotychczasowych zjazdów, były pokazy sztucznych ogni, tańców nowoczesnych i ludowych, tort przecinany szablą ułańską i koncert Anny Polowczyk.

Po raz pierwszy również odważyliśmy się podjąć delikatnego tematu bezpieczeństwa osobistego członków rodzin w firmach rodzinnych oraz temat ochrony najsłabszych wokół nas, czyli zwierząt przydomowych.

W czasie ostatniej podsumowującej sesji naszego zjazdu rozmawialiśmy o wartościach ważnych dla budowania tego wspólnego dobra. Stworzyliśmy też listę takich wartości, którą załączam. To nasz drogowskaz i manifest. Pokazujmy go innym, by ludzie w Polsce, a może też i w Europie, przestali myśleć, że firmy istnieją tylko dla zysku, że jest to jedyny i niezmiennie ostateczny cel istnienia każdej firmy. By ludzie przestali myśleć, że przedsiębiorca to człowiek bez zasad, którego jedynym celem jest gromadzenie bogactwa kosztem innych.

Dla nas, właścicieli firm rodzinnych, firma jest miejscem, gdzie realizują się nasze marzenia i ambicje, często też jedynym miejscem pracy przez całe życie. Naszym miejscem pracy dziś, a w przyszłości takim miejscem dla naszych dzieci i źródłem naszej emerytury. Dla nas ważne jest więc przede wszystkim wieloletnie, wielopokoleniowe trwanie firmy, a żeby tak się działo, firma musi być potrzebna. Musi tworzyć pożytki dla klientów, kontrahentów, pracowników, dla społeczeństwa i oczywiście również dla właścicieli. Zysk jest jednym z takich pożytków, ani mniej, ani też bardziej ważnym od innych. Zysk na pewno jest koniecznością dla istnienia firmy, ale wcale nie musi być jej jedynym celem istnienia.

Rok 2012 to szczytowe osiągnięcie możliwości firm rodzinnych, wierzę, że to dopiero wstęp do prawdziwych możliwości środowiska. Takie preludium do prawdziwych zmian społecznych. Wierzę, że w przyszłości to właśnie rok 2012 będzie wskazywany obok 2008 jako przełomowy w rozpoznawalności i samoświadomości środowiska firm rodzinnych. Teraz powinno być już „z górki“.

Był oczywiście uroczysty bal z tortem, który stał się tradycją u-Rodzinową, były piękne suknie i wytworne garnitury, uraczone były więc wszystkie możliwe zmysły.

Podczas inauguracji zjazdu swoją obecnością zaszczycił nas Pan Henryk Wujec, który w imieniu prezydenta RP Bronisława Komorowskiego przeczytał zgromadzonym list.  Usłyszeliśmy moc gratulacji z okazji rozwijającego się ruchu firm rodzinnych. Na szczególne słowa uznania prezydenta zasłużyło to, że nie skupiamy się wyłącznie na swoich problemach, ale formułujemy ważne dla całego społeczeństwa przesłanie, w którym jest podkreślone doniosłe znaczenie przedsiębiorczości i współpracy.

Firmy rodzinne tworzą ludzie, którzy uważają, że prowadzenie firmy może być nie tylko sposobem na zarabianie pieniędzy, lecz także pomysłem na życie, samorealizację, na budowanie partnerskich więzi z najbliższymi, a to bardzo cenna i inspirująca postawa.

Promujemy przedsiębiorczość, wolność gospodarczą i wartości rodzinne. Fundamenty demokracji i obywatelskiego zaangażowania.

Jak wspomina prezydent Komorowski, tylko społeczeństwo, które rozumie  znaczenie tych wartości, wytrwale je pielęgnuje oraz potrafi je łączyć, może cieszyć się owocami rozwoju cywilizacyjnego i ekonomicznego wzrostu.

W toku dyskusji u-Rodzinowych podjęliśmy dyskusję o roli i kierunku, w jakim powinno pójść nasze stowarzyszenie. W roku 2012 liczba naszych członków przekroczy dwustu. To i dużo i mało. Możemy być wielką siłą zdolną do wnoszenia pod obrady parlamentu społecznych inicjatyw ustawodawczych. Aby to czynić, trzeba mieć zdolność zebrania w ciągu trzech miesięcy stu tysięcy podpisów. Zachęcajmy więc znane nam firmy rodzinne do wstępowania w nasze szeregi. Jeżeli każdy z nas przysporzy dwóch nowych członków, to będzie nas 600. Jeżeli w tej grupie powtórzymy ten sukces, to będzie nas 1.800. Po dalszych trzech takich krokach jest nas 48 600, a wtedy wraz z rodzinami i pracownikami z łatwością zbieramy 200 tys. podpisów. Możemy też na inne sposoby oddziaływać na życie gospodarcze i polityczne naszego kraju.

Obserwuję tworzące się środowisko firm rodzinnych od samego początku, pamiętnego lutego 2008 (wtedy jeszcze IFR nie miało własnego REGONU i NIPU), czuję się przez to nieco współsprawcą i aktywnym obserwatorem – kibicem wręcz. To prawdziwie emocjonalna więź.

Gdybym miał zgadywać daleką przyszłość, wskazałbym chyba właśnie rok 2012, jako ten przełomowy w życiu ale i również rozpoznawalności środowiska firm rodzinnych w oczach opinii publicznej. Paradoksalnie własnie kryzys gospodarczy pokazuje silne strony ale i wyzwania stojące przed firmami rodzinnymi.

To po zakończonym panelu – Geneza Sukcesu prowadzący redaktor TVN CNBC Paweł Blajer podzielił się z uczestnikami swoim przemyśleniem: „po raz pierwszy zdarzyło  mi się rozmawiać z przedsiębiorcami, którzy w czasach kryzysu mówią nie o trudnościach, bezrobociu i kurczącym się rynku, ale o rozwoju“. To dobra wróżba na przyszłość... mam nadzieję, pod znakiem firm rodzinnych.

 

POST SCRIPTUM GRUDZIEŃ A.D. 2014

Od czasu napisania tego tekstu minęły 2 lata. Rok temu we Wrocławiu odbył się VI Zjazd u-Rodzinowy 2013 - w Hotelu Haston bawiło się blisko 300 uczestników. Dziś jestem tuż po siódmym zjeździe w warszawskim Hotelu Sofitel Victoria. Liczba gości - ponad 400. Ciekawe czy na X Zjeździe będzie nas 1.000 :)

Tegoroczny zjazd odbył się pod hasłem Rodzinna Rzeczpospolita. Jak zwykle i niezwykle było energetycznie, przyjacielsko i bardzo ciepło. Oczywiście emocjonalne ciepło.

U-Rodziny to jedyne znane mi wydarzenie, w którym piekielnie na co dzień zajęci przedsiębiorcy przyjeżdżają po to, aby porozmawiać, napić się wina, podzielić doświadczeniami. Nie ma żadnych nagród, żadnych łapówek, po prostu wartością są relacje i wspólna chęć budowania środowiska. Wydaje się niewiele. Dla mnie to niezwykłe doświadczenie.

Wierze głęboko, ze IFR ma do zrealizowanie wielką społeczną misję, o czym także powiedziała podczas panelu „aniołów IFR” Rzecznik Praw Obywatelskich - pani Profesor Irena Lipowicz.

Uważam, że tą misje można spełnić stając się centrum inicjatyw idei wokół firm rodzinnych. IFR powinno scalać wszystkie aktywności, realizowane lokalnie, działania i lobbing ustawowy, działania badawcze, gospodarcze etc. W szczególnej wrażliwości powinno ujmować pojęcie równości obywatela - przedsiębiorcy. To pomysł na niejeden społeczny projekt. Ciekawie zabrzmiały słowa Pani rzecznik o dumie z bycia firmą rodzinną.

Dwa lata temu przewidywałem rozwój środowiska firm rodzinnych. Dzieje się to właśnie na naszych oczach, rozpoczął się już proces samoorganizacji lokalnych, powstają nowe organizacje tematyczne, instytuty badawcze, fundacje sukcesyjne. Z wielką nadzieją patrzę w przyszłość, widzę ją w jasnych kolorach.

Źródła:

 

Przeczytaj również:

   Słodkie owoce mrówczej pracy Marzyciele, czy rzemieślnicy?Ludwisarnia Felczynski - najstarsza firma rodzinna w Polsce Refleksje o mentoringu firm rodzinnych

2017  margalski.pl :: Sebastian Margalski :: subiektywny podgląd codzienności   globbers joomla templates